o rudawach janowickich

Rudawy Janowickie i moja miłość do nich

 

Co wiesz o Rudawach Janowickich? Czy kiedykolwiek byłeś w tym paśmie górskim? Nie? To opowiem Ci moją historię.

Przez całe moje życie mieszkam 100m od granicy Rudawskiego Parku Krajobrazowego, który powstał 16 listopada 1989 r. Właściwie urodziłem się pół roku później, więc jesteśmy prawie rówieśnikami.
Gdy byłem malcem prababcia, która również nauczyła mnie wiązać buty, woziła mnie w wózeczku do parku na spacery. Wtedy świat ograniczony był ramą wózka i dawał poznawać się tylko z tych dobrych stron.

Z wiekiem człowiek rósł i świat zdawał się być coraz większy. Pierwsze przechadzki po polanach, odpoczynek i wszechogarniający śpiew ptaków. Piszę wszechogarniający, bo to głównie ptaki stanowią faunę tego miejsca, jest ich aż 127 gatunków. Dlaczego aż tyle? Bo kto im ma przeszkadzać? Większość ludzi stających przy wyborze wyjazdu w ten rejon Polski, w góry, wybiera Karkonosze i tłumnie wchodzi na Śnieżkę. To dobrze. Rejon, w którym leżą 2 duże zbiorowiska stawów (stawy hodowlane w Karpnikach i Bukowcu) jest świetnym siedliskiem dla wielu ptaków, a brak dużego zainteresowania ze strony turystów pozostawia ten teren dziewiczym. No, ale kto nie lubi wody? Ja nauczyłem się pływać jak miałem 7 lat w przydomowym stawie, w którym już któryś rok z rzędu pani kaczka wychowuje małe.

Skoro mówimy już o mnie jako o siedmiolatku, pora na pierwsze górskie zdobycze. W pewną słoneczną niedzielę wraz z rodzicami wybraliśmy się autem na Karpnicką Przełęcz, aby dalej już pieszo zobaczyć schronisko „Szwajcarka” i wejść na Sokolik. Niewiele pamiętam z tej wyprawy, no może prócz tego, że miałem być w miejscu, które widziałem na dywanie wyprodukowanym w pobliskiej Fabryce Dywanów w Kowarach. Samo schronisko Szwajcarka jest piękne, wybudowane w roku 1823 w stylu Tyrolskim. Warto zaznaczyć, że jest to jedyne całkowicie drewniane schronisko w Sudetach.

Po dalszej wędrówce szlakiem wchodzimy na najwyższy szczyt Gór Sokolich – Krzyżną Górę (654 m.n.p.m.). Skąd nazwa, skoro jeszcze do 1830 roku spotykaliśmy na mapach niem.Falkenberg czyli Sokola Góra? Otóż księżna Maria Anna Amalie von Hessen-Homburg (ta sama, która podczas wojen napoleońskich zaapelowała do niemieckich kobiet, aby oddawały biżuterię na potrzeby koalicji antyfrancuskiej) ufundowała 7 metrowy krzyż na rocznicę urodzin swojego męża Wilhelma von Hohenzollerna. I ten oto krzyż stoi na szczycie po dzień dzisiejszy z wykutym napisem (po niem): Krzyża błogosławieństwo dla Wilhelma, jego potomnych i całej doliny.

Po zejściu z jednego szczytu zdobywamy drugi, Sokolik (642 m.n.p.m.). Wzgórze znane z tego, że posiada duże nagromadzenie skał i dwie  najbardziej wyeksponowane ‘Sokoliki’widoczne są z daleka. Na miejscu widzimy dwie  grupy ludzi. Jednych wspinających się po skale, uprawiających wspinaczkę, świetnie bawiących się i drugą, spokojniejszą, ale liczniejszą grupę pieszych turystów, z których większość podjechała na wcześniej przez ze mnie wspomniany parking i teraz podziwiają widoki ze stalowej platformy umieszczonej na szczycie. Tamten dzień był wyjątkowy i powodował dalsze moje zainteresowanie okolicą.

W wieku 14-15 lat dużą część  czasu poświęcałem na jazdę rowerem. Pomimo braku wyznaczonych ścieżek rowerowych okolica jest idealna do tego typu aktywności. Wystarczy wybrać się na łąki pomiędzy Radomierzem, a Trzcińskiem poprzecinane siecią polnych dróg i zaznać uroku okolicy. Poczujecie magię, której już później nigdzie indziej nie doznacie. Teren ten został przyrodniczo doceniony i na pewnej jego części utworzona rezerwat przyrody „Trzcińskie Mokradła”. Oczywiście  można tu dotrzeć nie tylko rowerem. Ostatnimi czasy widuję tutaj także konne wycieczki z pobliskich gospodarstw agroturystycznych, a zimą fanatyków biegówek,  jednakże są to dziedziny młode w tym regionie, niezbyt rozwinięte i potrzeba ze swojej strony dużego zaangażowania, aby doprowadzić do takiego nazwijmy to rajdu.

Jak już zaczęliśmy o szlakach, to przenieśmy się do 2008 roku i mojej pierwszej poważniejszej wyprawy. W wakacje z grupą znajomych zebraliśmy się do wędrówki w głąb Rudaw Janowickich. Całość wyprawy dumnie nazwaliśmy „Rudav Summer Trip 2008” i ruszyliśmy. Z Janowic na zamek Bolczów, później przez Polanę Mniszkowską, Wołek (878 m.n.p.m.), Skalnik (945 m.n.p.m.), Małą Ostrą (935 m.n..p.m.) i Konie Apokalipsy, Wilkowyje (776 m.n.p.m.) Liściastą (755 m.n.p.m.), a dalej już poza Rudawskim Parkiem Krajobrazowym, aż nad zbiornik zaporowy Bukówka, gdzie kolejne 4 dni spędziliśmy pod namiotami. Każde z wyżej wymienionych miejsc warto zobaczyć, bo nawet pomijając już sam aspekt wędrówki i wszechogarniający spokój (na szlaku nikogo nie spotkacie) to są punkty widokowe, grupy skalne i piękne krajobrazy. I te zachody słońca z Małej Ostrej… Zarażony wędrówką zacząłem „wędrować przez duże W” i w tym samym roku wziąłem udział w Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej polegającym na przejściu 145 kilometrów w 48 godzin*. Trasa Przejścia prowadzi przez wspomniany przez ze mnie wcześniej Zamek Bolczów. Niestety, od 1645 r., kiedy to został podpalony przez opuszczających te rejony Szwedów popada w ruinę i żadna miejscowa inicjatywa nie ma wystarczających możliwości, aby doprowadzić do prac rekonstrukcyjnych. Może to i dobrze, bo zaraz Zamek zamknęliby, zrobili z niego komercyjną atrakcję regionu, a nie wyobrażam sobie tych nocy bez ognisk wśród zamkowych murów (jest zrobione duże palenisko), tych wypraw bez wejścia na wieżę (widok za zachodnią część Rudaw) nawet w ekstremalnych warunkach** czy zwykłego chodzenia wśród murów nocą, mając w głowie przerażające historię miejscowych o duchach czyhających na samotnych wędrowców, omamiających i zrzucających ze skał. Chodźcie tam i dbajcie o wspólne dobro.Śmieci dużo nie ważą, 3 dni temu posprzątałem wieżę, bo przecież dla niektórych turystów pusta butelka waży więcej niż pełna i wznieść, oczywiście, wniósł, ale znieść już było ciężko. Postawiono jakiś czas temu nowe kosze, jest tablica informacyjna. Na dziedzińcu zamku jest też drzewo oznaczone jako ‘Pomnik przyrody’, ale wybaczcie moją ignorancję, nigdy nie przyglądałem się tabliczce. Jednakże gorąco polecam zgłębianie historii terenu i tych szczegółów, bo to, o czym ja tutaj piszę to tylko marny % z tego, co historia tego regionu ma Wam do zaoferowania.**

O czym nie wspomniałem? O Kolorowych Jeziorkach przy Wieściszowicach powstałych w wyrobiskach dawnych niemieckich kopalni. I np. kopalnia usytuowana na terenie Purpurowego Jeziorka, nosiła nazwę Hoffnung,  Neues Glück to teren Błękitnego Jeziorka, a Gustav Grube to teren Zielonego Stawku***. Jeziorka rzeczywiście są kolorowe i zawdzięczają to składowi chemicznemu ścian i dna wyrobiskowego. Ku przestrodze – nie kąpcie się w nich, bo znam 2 takich wędrowców, którzy weszli do wody i przez 2 dni tak śmierdzieli siarką, że nie dało rady z nimi wysiedzieć.

Kończmy ta niekończącą się opowieść. Teraz, mając 23 wiosny biegam, pedałuję na rowerze, wyję  przy ogniskach czy oprowadzam znajomych z innych części Polski właśnie po Rudawach Janowickich. I wiecie, co? Za każdym razem gdy z powrotem wejdę w moje Rudawy od razu czuję się spokojniejszy, wiem, że jestem u siebie, wiem, że to moje miejsce i nigdy żadne inne skały, żadne inne polany tego nie zastąpią. Będąc jednym z ogniw Wędrownego Przeglądu Piosenki spełniam marzenie, organizuję coś ważnego w tym jakże wyjątkowym miejscu.

Przyjedźcie, na pewno nie pożałujecie! 

 

*Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej powstał na cześć, wspomnienie dwóch Goprowców:Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza, którzy zginęli pod lawiną w Kotle Małego Stawu 8 lutego 2005 roku. 
Strona internetowa Przejścia: http://przejsciekotliny.org/

** Linkownia – szukajcie informacji, a je znajdziecie

 

Z literatury do polecenia: Marek Staffa  – Sudety Zachodnie część 5 Rudawy Janowickie. Tam jest wszystko.

 


 

*** Kolorowe Jeziorka ludzie rożnie nazywają. Np. Błękitne Jeziorko występuje w literaturze też jako Szmaragdowe, Niebieskie lub Lazurowe.

2017  Wędrowny Przegląd Piosenki POLANA    
by Cabanek